Powinnam zacząć od od początku. Od Beatles'ów generalnie. No... przynajmniej od Beatles'ów. A Będzie o Ciechowskim. Wyjść mi z głowy nie może. Bo grudzień, bo koniec roku. A koniec roku od lat mija dla mnie w ten sam sposób, wyznaczany tymi samymi datami: 24 listopada - rocznica śmierci Freddiego (w tym roku dwudziesta druga), 8 grudnia - urodziny Morrisona (siedemdziesiąte) i trzydziesta trzecia rocznica śmieci Lennona. I jeszcze koniec roku. Tuż przed świętami. 22 grudnia. Dwunasta rocznica śmierci Grzegorza Ciechowskiego a.k.a. Obywatel G.C., a gdzieś tam jeszcze, w międzyczasie (tak zwanym?), Grzegorz z Ciechowa i Ewa Omernik.
Pamiętam moje pierwsze zetknięcia z G.C. Na pewno "30 Ton lista, lista przebojów". Pomiędzy wiecznie tam obecnymi: Raz, Dwa, Trzy, Leonardem Cohenem i Cesarią Evorą. Najpierw była "Mamona". Teledysk z banknotami spadającymi z nieba i złotym człowiekiem. Potem "Śmierć na Pięć". Już po śmierci Grzegorza. Specyficzna kreska teledysku. Jak się później dowiedziałam - ostatnia nagrana piosenka Republiki. Zapamiętałam też jakiś dziwny teleturniej. Padło tam pytanie: jaki polski artysta tworzył pod pseudonimem "Obywatel G.C."? Pamiętam, jak bardzo się zdziwiłam, że ktoś poprawnie odpowiedział na to pytanie. Dla mnie to była wiedza zupełnie niszowa, inny świat. Nie wiem w ogóle jak to się stało, że zapamiętałam ten moment. To jedno pytanie właściwie i nic więcej. Bo właściwie Grzegorz Ciechowski nie istniał dla mnie do 19.12.2009 roku. Oczywiście znałam "Białą Flagę", znałam, "Tak, tak... to ja", "Telefony", "Zapytaj czy Cię kocham", nawet "Psy Pawłowa" jakoś znałam, i pewnie jak większość ludzi myślałam, że lecące w radio "Zaopiekuj się mną" to też Republika.
Właściwie to może trochę wstyd się przyznać... ale zakochałam się w Ciechowskim wcale nie za sprawą Ciechowskiego. W rzeczonym 2009 okazało się, że moi znajomi wybierają się na Koncert Specjalny Pamięci Grzegorza Ciechowskiego. Od lat nazwiska artystów, którzy wystąpią w toruńskiej Od Nowie są tajemnicą. Znaleźliśmy się jednak chwilę wcześniej w odpowiednim miejscu i czasie, tak żeby dowiedzieć się, że na koncercie wystąpi Indios Bravos. Ten przydługi wstęp prowadzi do ważnej konkluzji: na koncercie znalazła się odpowiednia osoba, która wiedziała, że warto ten występ nagrać i upublicznić. Ona nagrała i upubliczniła, a ja się zakochałam. [jeśli uznasz, że przynudzam, to proszę, spróbuj pomyśleć, że buduję klimat i nakreślam kontekst. Co właściwie nie jest niezgodne z prawdą. Chcę Ci pokazać nie tylko, co jest dla mnie ważne, ale też dlaczego] Zagrali Prośbę do następcy. No i właśnie... wstyd się przyznać, ale chyba gdybym w pierwszej kolejności usłyszała wersję Republiki to nie zwróciłabym na nią uwagi. Wcale nie jest zła. Jest świetna. Ale ta... ta była zmysłowa. Tak, że każde słowo wpiło mi się w głowę. Wiesz, piosenka, w której ktoś prosi innego kogoś, żeby kochał kogoś, kogo on dalej kocha. Wyznanie. Totalnie bezbronne. Szczere. Niesamowite. I potem okazało się, że jest tego w Republice i u G.C. więcej. Mogłabym bez końca wymieniać. Zaczynając pewnie od Nie pytaj o Polskę. Ale jeśli będziesz miała ochotę, to to wszystko znajdziesz. Powiem Ci tylko o jeszcze jednej. Odchodząc. Znów... piosenka, w której nie ma dumy, nie ma zawoalowanych górnolotnych wyznań, ale jest w niej człowiek. Po prostu. Aż.
Każda wypowiedź na temat Ciechowskiego, jaka pojawia się w radio, w telewizji, w internecie to pomnik z brązu, który podkreśla to, że był człowiekiem niezwykłym i jak niezwykły projekt (g'woli jasności: projekty) stworzył. Republika była fenomenem swoich czasów. Pierwszy polski zespół o tak wyraźnym wizerunku, pierwszy, którego koncerty był wyreżyserowanymi spektaklami. Fanki zdobywały pasiaste koszulki, pasiaste spódnice, pasiaste krawaty. Te najwierniejsze dostały przydomek Sióstr Republikanek. I tak: amerykańskie groupies były instytucją, zapewniającą gwiazdom pokroju Sotnes'ów opiekę nad ich garderobą, dostęp do narkotyków, oraz szeroko rozumiane życie towarzyskie. W polskich warunkach siostry republikanki opiekowały się córką Ciechowskiego i Potockiej oraz dostawały klucze do ich mieszkania, aby - na przykład - doprowadzić je do porządku po remoncie, w czasie nieobecności właścicieli.
A ja... odkąd się dowiedziałam, że Ciechowski był człowiekiem kochającym rutynę i spokój, jakoś nie mogę mu wybaczyć. Zawsze myślałam, że tylko Orfeusze mogą tworzyć lirykę zadumy i mroku.
A ja... odkąd się dowiedziałam, że Ciechowski był człowiekiem kochającym rutynę i spokój, jakoś nie mogę mu wybaczyć. Zawsze myślałam, że tylko Orfeusze mogą tworzyć lirykę zadumy i mroku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz