wtorek, 8 kwietnia 2014

08.04.2014

"Swego czasu Lipa, zapytany, jaka jest dla niego hierarchia ważności jego dwóch zespołów, odpowiedział, że Lipali to żona, a Illusion – kochanka, wyraźnie wskazując, co jest ważniejsze. Ale wtedy nie było jeszcze mowy o nagraniu płyty. - Nadal uważam, że porównanie jest trafne. Lipali to żona, którą kocham i chcę z nią grać, a Illusion to kochanka na boku, z którą kiedyś byłem, ale okazało się, że fajne relacje między nami pozostały, więc chcemy chodzić ze sobą od czasu do czasu do łóżka."



Rany, rany, rany. Po niefartownym incydencie, kiedy po usłyszeniu "The River of Dreams" uznałam, że Billy Joel jest czarnoskóry, myślałam, że w życiu nie zaskoczy mnie już bardziej jakakolwiek relacja człowiek-głos. A jednak. Kiedy pierwszy raz słyszałam Lipali, w drodze do Łodzi czy innego Poznania, to absolutnie nie wyobrażałam sobie wokalisty jako wygolonego dwarf'a [nie krasnoluda, tylko dwarf'a] z wytatuowanym na klacie Pikachu. A oto Ci on. "Trio" to jedna z moich ulubionych płyt. Bardzo długo ją zarzynałam. Bardzo długo nią zarażałam ludzi dookoła. Już tego nie robię. Co najmniej z kilku powodów. Ale dzisiaj trafiłam na wywiad z Lipą i pomyślałam "o rany, rany, rany, nie mogę się nadziwić jaki on ma niesamowity głos" a może raczej "o kurwa! skąd ten głos się wydobywa? Do cholery, przecież to absolutnie niemożliwe!". Bo generalnie jest z pierdolnięciem, ALE... .  

Mój zachwyt nad Lipali właściwie zaczyna się i kończy na tej jednej płycie (o dziwo nie pierwszej). Nie wiem czy w zamierzeniu miał powstać concept album. Ja tak go traktuję z pełną odpowiedzialnością. W moich ustach bardzo źle brzmi kiedy mówię, że coś dotyczy i dotyka kwestii kondycji społeczeństwa. No ale nic nie poradzę... nowego określenia na to nie wymyślę. To miało być catchy, no a... troszkię się wyświechtało i tyle.  No bo co innego? Introspekcja? Brzmi mi strasznie jak wiwisekcja. Whatever. Słowa, słowa, słowa. 

"Trio" poza tym, że jest dobre i muzycznie i lirycznie i wokalnie i w ogóle dobre to ma jeszcze jedną zaletę: bardzo bardzo bardzo dobry cover Republiki. Taki, dzięki, któremu ma się poczucie, że może jednak, czasem (ale nadal niezbyt często!) coverowanie muzyki może mieć sens, że czasem efekt może być  wart uwagi. Jeżeli tylko nie będziemy szukać w nim na siłę Grzegorza. 
 

Ps. Jest taka piosenka Illusion: "Nóż". Jedna z tych, o których się mówi: kultowe. Jak rzekł kiedyś Jurek Owsiak: "W takim miejscu, musiała być ta piosenka". No i jeszcze przy okazji - to takie wtrącenie o kondycji i introspekcji. A może raczej odnośnie Dostojweskiego? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz