Przemysław Gulda, 2014, Znamy kolejną gwiazdę tegorocznego Open'era. To wizjoner muzyki Jack White, w: CJG Trójmiasto
[Znamy kolejną gwiazdę tegorocznego Open'era.
To wizjoner muzyki Jack White]
Nadszedł czas na ogłoszenie kolejnego headlinera tegorocznego festiwalu Open'er. Będzie to Jack White, gitarzysta, wokalista, kompozytor, wizjoner i rewolucjonista współczesnej muzyki.
Ta scena przeszła już do historii współczesnej muzyki i zaczyna wręcz nabierać charakteru frazesu powtarzanego przez dziennikarzy w każdym tekście, w którym próbują przekonać czytelników o tym, jak niezwykły to muzyk: w jednym z filmów dokumentalnych Jack White na poczekaniu robi "gitarę" z deski, gwoździa i kawałka drutu, po czym gra na tym prymitywnym instrumencie intrygująco brzmiącą solówkę.
Ale żeby lepiej opisać dzisiejszą pozycję tego muzyka, a zarazem jego charakter i stosunek do współczesnej sceny muzycznej, lepiej nadaje się inna scena.
Scena, którą można było zobaczyć podczas tegorocznego festiwalu SXSW, jednego z najważniejszych wydarzeń muzycznych na świecie, odbywającego się w teksaskim mieście Austin i gromadzącego setki tysięcy przedstawicieli branży muzycznej: artystów ze wszystkich stron świata, agentów, menedżerów, dziennikarzy i zwykłych fanów.
Wszyscy - zwłaszcza ci, którzy próbują się wypromować podczas tej imprezy, a ona przecież jak mało która nadaje się do promowania - starają się podczas festiwalu być jak najbliżej jego centrum, w samym świetle reflektorów, tam, gdzie jest najwięcej widzów i potencjalnych klientów. A więc pracują nad tym, żeby występować w klubach w centrum miasta czy wystawić swoje stoisko w wielkiej hali Austin Convention Center, sercu festiwalowego życia.
Wszyscy, tylko nie Jack White. On też był na SXSW, ale zupełnie inaczej niż cała reszta artystów i wydawców. Przywiózł ze sobą spory zestaw atrakcji: objazdowy sklep płytowy swojej wytwórni Third Man Records mieszczący się ciężarówce - coś jak food truck, ale z muzyką zamiast jedzenia.
Przywiózł całą masę swoich ulubionych młodych zespołów, które grały krótkie koncerty na niewielkiej scenie, przywiózł także najnowsze propozycje przygotowane w Third Man Records - płyty, gadżety i inne skarby. To wszystko można było podziwiać w wynajętej specjalnie na ten cel drewnianej szopie na obrzeżach miasta - żeby tam dotrzeć z centrum, trzeba było poważyć się na wyprawę miejskim autobusem, który wlókł się przez przedmieścia i bezdroża prawie godzinę.
Wokół było pusto, cicho, spokojnie, pachniało wsią i południowym słońcem, łatwiej było zobaczyć longhorna - typowego dla Teksasu byka z długimi rogami - niż jakiegoś człowieka.
I to właśnie tam król otworzył podwoje swego objazdowego dworu. White doskonale wiedział, że nie musi już walczyć o popularność, zabiegać o to, żeby być w centrum uwagi. Wiedział, że centrum uwagi będzie tam, gdzie będzie on.
I rzeczywiście - choć festiwalowa siedziba Third Man Records mieściła się na uboczu, ciągnęły tam prawdziwe pielgrzymki fanów, którzy chcieli nabyć wydane w limitowanych nakładach płyty nagrywane w królestwie White'a w Nashville, posłuchać nowych zespołów promowanych przez tego muzyka, a być może także - widać było, że każdy z gości trochę na to liczy - stanąć oko w oko z samym mistrzem, który musiał przecież tam gdzieś być.
To jest właśnie cały dzisiejszy White: mistrz osobny, niegrający tak, jak ktokolwiek mu każe, samodzielnie ustalający warunki i zasady. A wystarczyło mu zaledwie kilka lat, żeby wypracować sobie taką pozycję. Kilka lat i niezwykły talent. White to dziś prawie 40-latek, który urodził się w Detroit, a pierwsze muzyczne kroki stawiał w garażowych zespołach, które dziś pamiętane są tylko i wyłącznie dlatego, że... grał w nich White. Pierwsza formacja, za sprawą której usłyszał o nim ktoś więcej niż tylko znajomi, co więcej - za sprawą której usłyszał o nim cały muzyczny świat - to The White Stripes.
To duet, który zrewolucjonizował współczesne podejście do muzyki rockowej - zrewolucjonizował zresztą w bardzo zaskakujący sposób: poprzez powrót do korzeni surowego gitarowego grania. Potem były kolejne projekty cieszące się równie wielką popularnością: The Raconteurs i The Dead Weather (w którym przed mikrofonem stoi Alison Mosshart z zespołu The Kills, zaś White - zaskakujące - gra przede wszystkim na perkusji), a od kilku lat White sygnuje nowe nagrania własnym nazwiskiem.
W 2012 roku ukazał się jego pierwszy solowy album zatytułowany "Blunderbuss", a kolejna płyta ma się ukazać 10 czerwca. Znany jest już jej tytuł - "Lazaretto" - i pierwszy singel - piosenka "High Ball Stepper".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz