niedziela, 21 września 2014

21.09.2014

Gdyby ten artykuł ukazał się kilka dni wcześniej, zapewne jego tezy pojawiłyby się w mojej pracy magisterskiej. Ponieważ jednak nie ukazał się wcześniej, znajdzie się tutaj.Razem z tą okropną inflacją kontentu.

Sosnowska Joanna 2014, 3 supergwiazdy i 3 różne podejścia do cyfrowej dystrybucji muzyki. Czego nauczyliśmy się po perypetiach nowej płyty U2, w: technologie.gazeta.pl

[3 supergwiazdy i 3 różne podejścia do cyfrowej dystrybucji muzyki. Czego nauczyliśmy się po perypetiach nowej płyty U2]


"Jedną z chorób obecnego stulecia jest nadmiar książek; świat jest nimi tak obciążony, że nie sposób przetrawić obfitości jałowych treści, które rodzą się co dzień". Takie słowa w 1613 roku napisał brytyjski autor, Barnaby Rich. Tak, w 1613 roku, a diagnoza jest wciąż trafna. Podmieńcie teraz "książki" na "utwory muzyczne", a całe zamieszanie związane z nową płytą U2 stanie się trochę bardziej czytelne.
500 milionów osób otrzymuje prezent, który niekoniecznie trafia w ich gusta

Podczas premiery nowych iPhone'ów 6 Apple ogłosił, że wszyscy posiadacze kont w iTunes za darmo będą mogli pobrać najnowszy album U2 „Songs of Innocence”. Wkrótce potem okazało się, że samo „będą mogli pobrać” sprowadzało się do „wyślemy automatycznie 500 milionom osób „Songs of Innocence”. Podniósł się rwetes.

Wszyscy lubią dostawać wartościowe prezenty za darmo, prawda? Ale niekoniecznie na siłę. Sprzeciw był tak duży, że Apple po cichu po kilku dniach udostępnił narzędzie dzięki któremu niechciany album można było skasować z urządzenia.

Na fali tego społecznego sprzeciwu w sieci zaczął krążyć ten obrazek:


Mogliście go już widzieć na swoich facebookowych tablicach, bo bardzo szybko rozchodzi się po sieci. Widzimy na nim zestawione nagłówki artykułów z 2008 i 2014 roku. Pierwszy z nich głosi „U2 chce powstrzymać ludzi przed pobieraniem ich muzyki za darmo”. Drugi: „Ludzie chcą powstrzymać U2 przed rozdawaniem swojej muzyki za darmo”.

U2 wchodząc w układ z Apple wybrał drogę środka (firma zapłaciła za udostępnienie "Songs of Innocence" za darmo). Ale są jeszcze inne, znacznie bardziej radykalne i pomysłowe rozwiązania. Do tych ostatnich należy zaliczyć Wu Tang Clan. Ta grupa raperów w tajemnicy nagrała album "The Wu - Once Upon A Time In Shaolin", który wydany będzie w jednym, jedynym egzemplarzu. Dlaczego? Bo grupa ma nadzieję, że dostanie za niego kilka milionów dolarów. Oczekiwania mogą się spełnić, już teraz zgłaszają się osoby, które za album chcą zapłacić 5 milionów dolarów. To, co nabywca zrobi z płytą będzie leżało w jego gestii - może zamknąć ją w gablocie, może też udostępnić za darmo w sieci.

Na innym skrajnym biegunie należy usadowić Thoma Yorke, frontmana zespołów Radiohead i Atoms for Peace. Postanowił on, że nagrania jego zespołów zostaną wycofane ze wszystkich serwisów streamingowych (typu Spotify), bo to "ostatnie tchnienie przestarzałego muzycznego przemysłu".

To interesujące zderzenie, bo silnie zwraca uwagę na to, jak wielkie zmiany zaszły w przemyśle muzycznym na przestrzeni zaledwie 6 lat.

2008 - piraci powinni być odcinani od sieci

Jeszcze w 2008 roku manager U2 twierdził, że piraci (to jest osoby, które pobierają muzykę z nielegalnych źródeł) powinny być odcinane od internetu. Bono dodawał, że "Muzyka stała się jak woda z kranu, tymczasem dla mnie to świętość. Dlatego jestem trochę urażony (działaniami piratów)".

W pierwszej dekadzie XXI wieku co i rusz słyszało się o pozwach wytaczanych przez organizacje zajmujące się ochroną praw autorskich albo wielkie wytwórnie muzyczne. Czy teraz skala piractwa się zmniejszyła? Trudno to oszacować. Jednak realia wytwórni muzycznych, artystów i nas, konsumentów, zmieniły się diametralnie. Aby to zobrazować musimy cofnąć się jednak do lat '90.

1. Powstaje algorytm MP3. Zawdzięczamy go Instytutowi Fraunhofera, powstał w 1995 roku. Skoro mamy już nowy format cyfrowej muzyki, to czas na program, dzięki któremu będziemy mogli jej słuchać.

2. W 1997 roku powstaje Winamp. A skoro już mamy muzykę w wygodnym cyfrowym formacie i mamy gdzie jej słuchać, to czas na nowe środki jej dystrybucji.

3. W 1999 roku powstaje Napster - aplikacja dzięki której pliki mogliśmy pobierać muzykę w formie P2P. Użytkownicy byli zachwyceni - oto całe bogactwo muzyki było o kilka kliknięć myszą od nas! Nie było to natomiast - co zrozumiałe - w smak wielkim wytwórniom, którym z rąk wymknęła się kontrola nad dystrybucją muzyki. Początek XXI wieku należał do niekontrolowanego pobierania cyfrowej muzyki.

4. Wyjątkową aktywnością zaczynają się oznaczać organizacje antypirackie, z RIAA na czele. To właśnie wtedy masowo wysyłane były listy wzywające piratów do zapłaty za pobrane pliki. Jednak w tym samym czasie zaczęły pojawiać się rozwiązania, które doprowadziły do tego, że w 2014 roku album radykałów, jakimi przecież byli muzycy z U2, trafił za darmo do 500 milionów osób.

5. Na rynek trafia iTunes (w 2001 roku). Prawdziwą popularność zyskał, gdy kilka lat później pojawiła się wersja na Windows. To Apple pierwszy na dużą skalę dogadał się z wytwórniami muzycznymi i na początku nieśmiało zaczął sprzedawać muzykę.

6. A potem w 2005 roku pojawił się YouTube. I przyniósł kolejny problem w postaci powszechnie piraconych teledysków muzycznych.

Jak zauważa Łukasz Grzejek, opiekun Agora Internet Artists:

Gdy U2 chciał odcinać piratów od sieci, branża muzyczna była rozczarowana dotychczasowymi sposobami cyfrowej dystrybucji muzyki. Rozwiązania które istniały już na rynku były bardzo prokonsumenckie, ale ze względu na piractwo nie przynosiły zakładanych zysków artystom. Większość słuchaczy nie widziała niczego złego w pobieraniu muzyki z takich serwisów jak Napster, gdyż z ich punktu widzenia był to tak sam serwis muzyczny jak inne na rynku.

Zagubienie wytwórni w nowej rzeczywistości nie trwało jednak długo.

7. W 2009 roku uruchomiony został serwis Vevo, obecnie jeden z największych partnerów YouTube'a. Założony został przez Universal Music Group we współpracy z Google. To w Vevo publikowano teledyski artystów wytwórni takich jak właśnie Universal, Sony Music Entertainment, EMI, a później także tych niezależnych. Okazało się, że przy wsparciu odpowiednio dużego partnera zyski z cyfrowej dystrybucji muzyki mogą być całkiem znośne.

8. W 2008 roku uruchomiony został kolejny przełomowy dla branży muzycznej serwis - Spotify. Jego model biznesowy jest prosty: użytkownik za stałą miesięczną opłatę ma dostęp do całej muzycznej biblioteki serwisu (liczącej sobie kilka milionów utworów). Spotify dzieli się następnie zyskami z wytwórniami muzycznymi w proporcji 30:70. Alternatywnie można słuchać mniejszej liczby utworów bez żadnych opłat, jednak co jakiś czas muzyka przerywana będzie reklamami.

9. Jest więcej różnych modeli dystrybucji muzyki, piractwo trochę spada, maleje też aktywność organizacji antypirackich.

Szef AIA komentuje, że branża muzyczna znalazła się teraz w bardzo dobrym miejscu:

Muzyka dostępna jest właściwie w każdym możliwym modelu dystrybucji. Można kupować ją na nośnikach fizycznych, można słuchać bezpłatnie w sieci, można kupować w abonamencie albo płacić za poszczególne utwory. Dystrybucja cyfrowa przynosi dziś wytwórniom ponad 40% całości ich przychodów.

U2 nie oddało swojej nowej płyty użytkownikom iTunes całkiem za darmo. Zapłacił za to Apple; oficjalnie nie wiadomo na ile opiewała transakcja, ale plotki głoszą, że na 100 milionów dolarów. A trzeba pamiętać, że darmowy dostęp do albumu nie miał trwać w nieskończoność, tylko do 13 października.

Jak w szumie informacyjnym odnaleźć dobrą, nową muzykę?

Lubimy dostawać prezenty. Tym bardziej lubimy dostawać za darmo coś, za co inni mogą zapłacić. Dlaczego więc prezent Apple w postaci „Songs of Innocence” nie został przyjęty z należytym entuzjazmem?

Po pierwsze - bo co innego dostać coś w prezencie, a co innego, gdy prezent jest nam ofiarowany przemocą. A po drugie i być może ważniejsze: bo - jak to się mówi brzydkim żargonem - mamy do czynienia z inflacją kontentu. Czyli po prostu z nadwyżką treści. Łukasz Grzejek stwierdza:

W ostatnich latach doszło do zaburzenia krzywej popytu i podaży. Ta ostatnia zaczęła rosnąć, a my po prostu nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego skonsumować.

Dziś każdy jest artystą, a własnoręczne nagranie dobrze brzmiącego utworu i opublikowanie go w internecie jest łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Wszystkiego jest za dużo. Codziennie powstają setki, o ile nie tysiące, nowych utworów. Ich jednostkowa cena dąży do zera - wystarczy podzielić koszt abonamentu w usługach typu Spotify przez liczbę dostępnych piosenek


podsumowuje Piotr Gnyp, publicysta i autor bloga Zniekształcenie Poznawcze.

Grzejak dodaje, że muzyki jest więcej niż wcześniej, ale doba wciąż ma 24 godziny i okazuje się, że w tak gigantycznych ilościach utworów po prostu się gubimy. A wtedy wracamy do tego, co słyszymy w radio - czyli do tego, co proponują nam największe wytwórnie muzyczne.

Poziom szumu informacyjnego stał się tak duży, że nie potrafimy się w nim odnaleźć. Dlatego, kto wie, być może wróci instytucja dziennikarza muzycznego, osoby która przedziera się przez wytwory tego nowego, wspaniałego świata i poleca nam swoje znaleziska - podsumowuje Grzejek.


Muzyka od 2008 roku przeszła bardzo długą drogę. Dziś piractwo muzyczne spadło, utworów wszelkich gatunków jest więcej niż możemy przesłuchać, a jednak historia nie dla wszystkich kończy się dobrze. Problem mają niszowi artyści, którzy często tworzą świetne utwory, ale nie potrafią przebić się z nimi do świadomości przeciętnego odbiorcy. Wielkie wytwórnie są jak kasyna - zawsze wygrywają.

A wszystko dlatego, że najłatwiej jest lubić piosenki, które już znamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz