Gdyby ten artykuł ukazał się kilka dni wcześniej, zapewne jego tezy pojawiłyby się w mojej pracy magisterskiej. Ponieważ jednak nie ukazał się wcześniej, znajdzie się tutaj.Razem z tą okropną inflacją kontentu.
Sosnowska Joanna 2014, 3 supergwiazdy i 3 różne podejścia do cyfrowej dystrybucji muzyki. Czego nauczyliśmy się po perypetiach nowej płyty U2, w: technologie.gazeta.pl
[3 supergwiazdy i 3 różne podejścia do cyfrowej dystrybucji muzyki. Czego nauczyliśmy się po perypetiach nowej płyty U2]
[3 supergwiazdy i 3 różne podejścia do cyfrowej dystrybucji muzyki. Czego nauczyliśmy się po perypetiach nowej płyty U2]
"Jedną z chorób obecnego stulecia jest nadmiar książek;
świat jest nimi tak obciążony, że nie sposób przetrawić obfitości jałowych
treści, które rodzą się co dzień". Takie słowa w 1613 roku napisał brytyjski
autor, Barnaby Rich. Tak, w 1613 roku, a diagnoza jest wciąż trafna. Podmieńcie
teraz "książki" na "utwory muzyczne", a całe zamieszanie
związane z nową płytą U2 stanie się trochę bardziej czytelne.
500 milionów osób otrzymuje prezent, który niekoniecznie
trafia w ich gusta
Podczas premiery nowych iPhone'ów 6 Apple ogłosił, że
wszyscy posiadacze kont w iTunes za darmo będą mogli pobrać najnowszy album U2
„Songs of Innocence”. Wkrótce potem okazało się, że samo „będą mogli pobrać”
sprowadzało się do „wyślemy automatycznie 500 milionom osób „Songs of
Innocence”. Podniósł się rwetes.
Wszyscy lubią dostawać wartościowe prezenty za darmo,
prawda? Ale niekoniecznie na siłę. Sprzeciw był tak duży, że Apple po cichu po
kilku dniach udostępnił narzędzie dzięki któremu niechciany album można było
skasować z urządzenia.
Na fali tego społecznego sprzeciwu w sieci zaczął krążyć ten
obrazek:
Mogliście go już widzieć na swoich facebookowych tablicach,
bo bardzo szybko rozchodzi się po sieci. Widzimy na nim zestawione nagłówki
artykułów z 2008 i 2014 roku. Pierwszy z nich głosi „U2 chce powstrzymać ludzi
przed pobieraniem ich muzyki za darmo”. Drugi: „Ludzie chcą powstrzymać U2
przed rozdawaniem swojej muzyki za darmo”.
U2 wchodząc w układ z Apple wybrał drogę środka (firma
zapłaciła za udostępnienie "Songs of Innocence" za darmo). Ale są
jeszcze inne, znacznie bardziej radykalne i pomysłowe rozwiązania. Do tych
ostatnich należy zaliczyć Wu Tang Clan. Ta grupa raperów w tajemnicy nagrała
album "The Wu - Once Upon A Time In Shaolin", który wydany będzie w
jednym, jedynym egzemplarzu. Dlaczego? Bo grupa ma nadzieję, że dostanie za
niego kilka milionów dolarów. Oczekiwania mogą się spełnić, już teraz zgłaszają
się osoby, które za album chcą zapłacić 5 milionów dolarów. To, co nabywca
zrobi z płytą będzie leżało w jego gestii - może zamknąć ją w gablocie, może
też udostępnić za darmo w sieci.
Na innym skrajnym biegunie należy usadowić Thoma Yorke,
frontmana zespołów Radiohead i Atoms for Peace. Postanowił on, że nagrania jego
zespołów zostaną wycofane ze wszystkich serwisów streamingowych (typu Spotify),
bo to "ostatnie tchnienie przestarzałego muzycznego przemysłu".
To interesujące zderzenie, bo silnie zwraca uwagę na to, jak
wielkie zmiany zaszły w przemyśle muzycznym na przestrzeni zaledwie 6 lat.
2008 - piraci powinni być odcinani od sieci
Jeszcze w 2008 roku manager U2 twierdził, że piraci (to jest
osoby, które pobierają muzykę z nielegalnych źródeł) powinny być odcinane od
internetu. Bono dodawał, że "Muzyka stała się jak woda z kranu, tymczasem
dla mnie to świętość. Dlatego jestem trochę urażony (działaniami
piratów)".
W pierwszej dekadzie XXI wieku co i rusz słyszało się o
pozwach wytaczanych przez organizacje zajmujące się ochroną praw autorskich
albo wielkie wytwórnie muzyczne. Czy teraz skala piractwa się zmniejszyła?
Trudno to oszacować. Jednak realia wytwórni muzycznych, artystów i nas,
konsumentów, zmieniły się diametralnie. Aby to zobrazować musimy cofnąć się
jednak do lat '90.
1. Powstaje algorytm MP3. Zawdzięczamy go Instytutowi
Fraunhofera, powstał w 1995 roku. Skoro mamy już nowy format cyfrowej muzyki,
to czas na program, dzięki któremu będziemy mogli jej słuchać.
2. W 1997 roku powstaje Winamp. A skoro już mamy muzykę w
wygodnym cyfrowym formacie i mamy gdzie jej słuchać, to czas na nowe środki jej
dystrybucji.
3. W 1999 roku powstaje Napster - aplikacja dzięki której
pliki mogliśmy pobierać muzykę w formie P2P. Użytkownicy byli zachwyceni - oto
całe bogactwo muzyki było o kilka kliknięć myszą od nas! Nie było to natomiast
- co zrozumiałe - w smak wielkim wytwórniom, którym z rąk wymknęła się kontrola
nad dystrybucją muzyki. Początek XXI wieku należał do niekontrolowanego
pobierania cyfrowej muzyki.
4. Wyjątkową aktywnością zaczynają się oznaczać organizacje
antypirackie, z RIAA na czele. To właśnie wtedy masowo wysyłane były listy
wzywające piratów do zapłaty za pobrane pliki. Jednak w tym samym czasie
zaczęły pojawiać się rozwiązania, które doprowadziły do tego, że w 2014 roku
album radykałów, jakimi przecież byli muzycy z U2, trafił za darmo do 500
milionów osób.
5. Na rynek trafia iTunes (w 2001 roku). Prawdziwą
popularność zyskał, gdy kilka lat później pojawiła się wersja na Windows. To
Apple pierwszy na dużą skalę dogadał się z wytwórniami muzycznymi i na początku
nieśmiało zaczął sprzedawać muzykę.
6. A potem w 2005 roku pojawił się YouTube. I przyniósł
kolejny problem w postaci powszechnie piraconych teledysków muzycznych.
Jak zauważa Łukasz Grzejek, opiekun Agora Internet Artists:
Gdy U2 chciał odcinać piratów od sieci, branża muzyczna była
rozczarowana dotychczasowymi sposobami cyfrowej dystrybucji muzyki. Rozwiązania
które istniały już na rynku były bardzo prokonsumenckie, ale ze względu na
piractwo nie przynosiły zakładanych zysków artystom. Większość słuchaczy nie
widziała niczego złego w pobieraniu muzyki z takich serwisów jak Napster, gdyż
z ich punktu widzenia był to tak sam serwis muzyczny jak inne na rynku.
Zagubienie wytwórni w nowej rzeczywistości nie trwało jednak
długo.
7. W 2009 roku uruchomiony został serwis Vevo, obecnie jeden
z największych partnerów YouTube'a. Założony został przez Universal Music Group
we współpracy z Google. To w Vevo publikowano teledyski artystów wytwórni
takich jak właśnie Universal, Sony Music Entertainment, EMI, a później także
tych niezależnych. Okazało się, że przy wsparciu odpowiednio dużego partnera
zyski z cyfrowej dystrybucji muzyki mogą być całkiem znośne.
8. W 2008 roku uruchomiony został kolejny przełomowy dla
branży muzycznej serwis - Spotify. Jego model biznesowy jest prosty: użytkownik
za stałą miesięczną opłatę ma dostęp do całej muzycznej biblioteki serwisu
(liczącej sobie kilka milionów utworów). Spotify dzieli się następnie zyskami z
wytwórniami muzycznymi w proporcji 30:70. Alternatywnie można słuchać mniejszej
liczby utworów bez żadnych opłat, jednak co jakiś czas muzyka przerywana będzie
reklamami.
9. Jest więcej różnych modeli dystrybucji muzyki, piractwo
trochę spada, maleje też aktywność organizacji antypirackich.
Szef AIA komentuje, że branża muzyczna znalazła się teraz w
bardzo dobrym miejscu:
Muzyka dostępna jest właściwie w każdym możliwym modelu
dystrybucji. Można kupować ją na nośnikach fizycznych, można słuchać bezpłatnie
w sieci, można kupować w abonamencie albo płacić za poszczególne utwory.
Dystrybucja cyfrowa przynosi dziś wytwórniom ponad 40% całości ich przychodów.
U2 nie oddało swojej nowej płyty użytkownikom iTunes całkiem
za darmo. Zapłacił za to Apple; oficjalnie nie wiadomo na ile opiewała
transakcja, ale plotki głoszą, że na 100 milionów dolarów. A trzeba pamiętać,
że darmowy dostęp do albumu nie miał trwać w nieskończoność, tylko do 13
października.
Jak w szumie informacyjnym odnaleźć dobrą, nową muzykę?
Lubimy dostawać prezenty. Tym bardziej lubimy dostawać za
darmo coś, za co inni mogą zapłacić. Dlaczego więc prezent Apple w postaci
„Songs of Innocence” nie został przyjęty z należytym entuzjazmem?
Po pierwsze - bo co innego dostać coś w prezencie, a co
innego, gdy prezent jest nam ofiarowany przemocą. A po drugie i być może
ważniejsze: bo - jak to się mówi brzydkim żargonem - mamy do czynienia z
inflacją kontentu. Czyli po prostu z nadwyżką treści. Łukasz Grzejek stwierdza:
W ostatnich latach doszło do zaburzenia krzywej popytu i
podaży. Ta ostatnia zaczęła rosnąć, a my po prostu nie jesteśmy w stanie tego
wszystkiego skonsumować.
Dziś każdy jest artystą, a własnoręczne nagranie dobrze
brzmiącego utworu i opublikowanie go w internecie jest łatwiejsze niż
kiedykolwiek wcześniej.
Wszystkiego jest za dużo. Codziennie powstają setki, o ile nie tysiące, nowych utworów. Ich jednostkowa cena dąży do zera - wystarczy podzielić koszt abonamentu w usługach typu Spotify przez liczbę dostępnych piosenek
podsumowuje Piotr Gnyp, publicysta i autor bloga
Zniekształcenie Poznawcze.
Grzejak dodaje, że muzyki jest więcej niż wcześniej, ale
doba wciąż ma 24 godziny i okazuje się, że w tak gigantycznych ilościach
utworów po prostu się gubimy. A wtedy wracamy do tego, co słyszymy w radio -
czyli do tego, co proponują nam największe wytwórnie muzyczne.
Poziom szumu informacyjnego stał się tak duży, że nie potrafimy się w nim odnaleźć. Dlatego, kto wie, być może wróci instytucja dziennikarza muzycznego, osoby która przedziera się przez wytwory tego nowego, wspaniałego świata i poleca nam swoje znaleziska - podsumowuje Grzejek.
Muzyka od 2008 roku przeszła bardzo długą drogę. Dziś
piractwo muzyczne spadło, utworów wszelkich gatunków jest więcej niż możemy
przesłuchać, a jednak historia nie dla wszystkich kończy się dobrze. Problem
mają niszowi artyści, którzy często tworzą świetne utwory, ale nie potrafią
przebić się z nimi do świadomości przeciętnego odbiorcy. Wielkie wytwórnie są
jak kasyna - zawsze wygrywają.
A wszystko dlatego, że najłatwiej jest lubić piosenki, które
już znamy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz