Po raz drugi dzisiaj nawiążę do rozmowy z wczoraj (jednak). Bardzo dawno nie słuchałam "Wu-wei". A od wczoraj nie mogło mi wyjść z głowy. Zaraz po premierze ukazał się wywiad, z którego cytat często przywołuję (równie często obrywając za to). Myślę, że jest nawet troszkę w twoim klimacie. Tylko musisz sobie odpomnieć "jego-" i "jej- piosenkę o miłości".
P.B.: Nie wiem
dokładnie, jakiego jednego słowa mógłbym użyć, ale sprowadza się to do tego, że
pisząc piosenkę o miłości bardziej scharakteryzowałem pewną sytuację dotyczącą
postrzegania miłości przez kobiety, niż zrobiłaby to, tak mi się wydaje, na
przykład Magda. Chciałem oddać w tej piosence ten stan charakterystyczny dla
kobiecego podejścia, czyli to, że większość sytuacji związanych ze związkiem
dzieje się jednak w kobiecej wyobraźni. Kobiety są bardziej nastawione na
wyobrażanie sobie jak będzie, na oczekiwanie księcia z bajki, niż na
rzeczywistość. Zwykle kobietom rzeczywistość nie pasuje do ich wyobrażeń na
temat miłości i bardzo często trudno jest im stworzyć długotrwały i szczęśliwy
związek. Bardzo szybko okazuje się, że nie tak miało być. Jest to dla mnie
charakterystyczna rzecz - dużo marzeń i wzniosłych scen z jednoczesną
świadomością "wiem, że to się nie spełni, ale chcę, żeby się
spełniło".
K.I.S.S.!
to trochę w stylu - mówisz kobiecie trawa, a ona widzi łąkę, kwiaty i motylki ;)
OdpowiedzUsuńa na poważnie, to bardziej ciekawi mnie, jak to jest z tym męskiem postrzeganiem miłości.
KISS! ;)
g.