Wspomniane ostatnio. Znalezione w odmętach dysku.
Paweł Dunin-Wąsowicz, 2004, Traktat o Kserobojach, "Lampa" nr 4-5
[Traktat o kserobojach]
Kiedy pani Dolewke – dopiero co wypuszczona z aresztu – dotarła w
grudniowy wieczór do klubu na urodziny Pidżamy Porno, grał jeszcze support. W
sali z barem nie było widać kapeli, ale słychać było całkiem nieźle. „A to nie
Pidżama?” – zdziwiła się.
Gdyby pani Dolewke posłuchała w całości dopiero co wydanej płyty owego
supportu – Happysad Wszystko jedno – nie byłaby pewnie już tak bardzo
zdezorientowana, tylko zaczęłaby krzyczeć coś o kserobojach. Że na dodatek
muzykom Happysad pewnie wydaje się, że u nich w jednym refrenie dzieje się
więcej niż u Grabaża na całej płycie i że nie warto było żyć 20 lat, aby czegoś
takiego doczekać. A najgorsze, że miałaby przy tym trochę racji. Ja jednak chcę bronić prawa artystów do twórczego ujawniania swoich
fascynacji i inspiracji. Wydaje mi się, że za wcześnie jeszcze by postrzegać
Happysad wyłącznie jako epigonów Pidżamy Porno. Choć przyznać trzeba, że chyba
żaden polski zespół (20 lat temu postrzegano np. Rezerwat jako kalkę
Republiki!) nie dochował się jeszcze tak wiernych wyznawców.
Jorge Luis Borges w opowiadaniu Pierre Menard autor „Don Kichota”
opisał pisarza, który napisał jeszcze raz słowo w słowo dzieło Cervantesa,
uznając je za własne, a Borges–narartor oceniał je jednocześnie jako przewyższające
oryginał. Otóż i Happysad w większości utworów na debiutanckiej płycie wykorzystuje identyczne składniki: schematy
harmoniczne piosenek, brzmienie, teksty utrzymane dokładnie w Grabażowej
poetyce (przykład: „masz taką kwaśną minę jak każda z was o tej porze roku” w
Noc jak każda inna noc) i dokładnie jak u niego z nawiązaniami do kanonu
literckiego w kryptocytatach („nie rozdziobią nas kruki” w Jeśli nie rozjadą
nas czołgi). A na dodatek odnoszę wrażenie, że dania te przyrządzane są w
świeższych aranżacjach z ciekawiej grającym gitarzystą (przy całej sympatii dla
Dziadka i Kozaka, uważam, że ciekawsze muzycznie były czasy, kiedy na samym
początku Pidżamy na gitarze grał Ropuch), wreszcie różnicuje dynamikę
wprowadzając świadomie tak gitarowy brud (finał Hymnu), jak wyciszenie
(Jadociebie).
Oddając sprawiedliwość kapeli ze Skarżyska-Kamiennej, trzeba
stwierdzić ponadto, że oprócz dominującej wśród inspiracji Pidżamy wsytępują tu
także dowody znajomości wielu innych klasyków polskiej muzyki młodzieżowej. I
tak w najbardziej pidżamowej czadowej piosence albumu Noc jak każda inna noc w
refrenie pojawia się stylizacja na dublowanie wokali a la Marek Grechuta, w
Jadociebie zwrotka frazowana jest wokalnie a la Lech Janerka, w Ostatnim bloku
w mieście pojawia się temat Polski Kultu, zaś Jeśli nie rozjadą nas czołgi to
Czerwone Gitary próbujące rytmów ska.
Definicja przez zaprzeczenie
Literatura nikomu i niczemu nie służy, służyć nie powinna i służyć nie
może.(...) Literatura niczego też nie potrzebuje.(...) Literatura nie jest
żebrakiem, o nic nie prosi i nie czeka na wsparcie – czyjeż to słowa? No
właśnie. Napisał je poeta Jarosław Marek Rymkiewicz w przesłaniu przygotowanym
dla czytelników w przypadku, gdyby otrzymał Nagrodę NIKE. Posłużył się formułą
definicji przez zaprzeczenie, czerpiąc z tego, co święty Paweł napisał o
miłości.Wokalista Happysad Kuba Kawalec w Zanim przyjdę (miłość) śpiewa „miłość
to nie pluszowy miś, ani kwiaty, to nie diabeł rogaty” i podejrzewam, że
formułę defincji przez zaprzeczenie zaczerpnął od świętego Pawła bynajmniej niebezpośrednio, lecz – razem z rytmem reggae – również za pośrednictwem
piosenki Pidżamy Porno 28 (One love) ze Złodziei zapalniczek („Miłość to raczej
nie chemia, to nie są małpie gaje”).
Gdyby poprzestał na tym, miałbym go za prostego kseroboja. Kawalec
jednak – i tu respekt! – zdecydował się budować w oparciu o tę świętopawłową
recepturę własny program liryczny. Zaprzeczenie to najczęściej stosowany
przezeń środek stylistyczny! Tak więc „nie wyciągaj środkowego palca, nie
strasz mnie kolegami” ; (Czysty jak łza) i „świat nie kończy się na ich słowach
(....) nie ważne są żadne słowa” (Hymn). Najbardziej poruszający efekt osiąga
Kuba jednak w Jeszcze, najbardziej przebojowej piosence (nie tylko dlatego, że
tak słodko grającej gitary Pidżama nie miała nigdy i nie dlatego, że rymy
zapożyczone zostały z klasycznego młodopolskiego wiersza):
A może sama powiesz mi
Jak mam powiedzieć to
tobie
Że już nie kocham cię
nie chcę
Że kiedy patrzę na to
jak jest
Już nie przechodzą
mnie dreszcze
Już nie brakuje mi
powietrza
Już nie wołam jeszcze,
jeszcze, jeszcze
Zaprzeczenie wiąże się tu bowiem z paradoksem – podmiot liryczny
tęskni za objawami stanów ewidentnie chorobowych! Nie jest to zresztą jedyny
paradoks w piosenkach z albumu Wszystko jedno – jakiż polski zespół 20 lat temu
śpiewałby na serio (no bo nie mówię o Spytaj milicjanta Dezertera) tak jak
Happysad we Wrócimy tu jeszcze: „Och jak ja kocham to miejsce, tu jest tyle policji,
czuję się bezpiecznie\"? Przyszłość liryki Kuby Kawalca widzę zatem w
jasnych kolorach. Tak jak poeta Bartosz Muszyński wyrósł niczym jemioła ze
stylistyki Marcina Świetlickiego, tak i wokalista Happysad ma jako autor pewne
cechy indywidualne domagające się wręcz rozkwitu. Mam też nadzieję, że na
drugiej ich płycie nie będzie już tautologicznych cukiereczków takich jak
„pozytywna myśl, że nie jest źle” (Ostatni blok w mieście), choćby dlatego, że
od momentu kiedy słowo „pozytywny” zostało po raz pierwszy użyte przez Brygadę
Kryzys, zdążyło nabrać mocno mdlącego aromatu... .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz