Mój ulubiony klasyk, zwykł mawiać, że nie zna się na muzyce, za to zna się na uczuciach. Tyle, że w jego przypadku była to raczej kokieteria (w moim przypadku... za znaczący sukces uważam zdobycie umiejętności wizualnego odróżnienia Fendera od Telecastera). Ale stojąc pod woostockową sceną miałam w głowie właśnie to zdanie. Nie znam się kompletnie na tym w jakiej ktoś gra tonacji, na jakim sprzęcie... ale wiem z jakim efektem. Co roku, chociaż bardzo mi się nie chce, pakuję ciężki plecak i zasuwam kilkaset kilometrów, aż pod niemiecką granicę... bo mam wrażenie, że jedną z najbardziej niesamowitych rzeczy na Woodstocku jest to, że koncerty czasami są większym wydarzeniem dla muzyków niż dla fanów. I warto zobaczyć to na własne oczy. Ale jeśli liczysz na laurkę dla Jura i jego najukochańszego dziecka to mogę Cię rozczarować. Zwłaszcza, że generalnie to nie jest zbyt erudycyjny post.
"Uctoki" zaczęły się dla mnie sporo przed momentem, w którym zaczęłam w nich uczestniczyć. I nie to, że każdy Polak wie co to jest i ma moralny obowiązek ustosunkować się do tego tworu/ewenementu/fenomenu/zjawiska. Dla mnie Woostock zaczął się, kiedy moi znajomi przyjechali stamtąd w 2006 roku zafascynowani Indios Bravos i Lao Che. Sama o wyjeździe zaczęłam myśleć w 2009, ale zeszło mi jakoś do 2011.
Właściwie całą sprawę woodstockową można by zamknąć w stwierdzeniu, że "to trzeba lubić". Wszystko, co wykracza poza to zdanie - nawet w mojej głowie - nie jest jednoznaczne. Kiedy myślę o muzyce na Woodstocku to od razu obok niesamowitych koncertów, genialnych projektów, absolutnie zaskakujących sytuacji pojawiają się myśli dotyczące ceny, jaką ten festiwal zapłacił za profesjonalizację i stworzenie tak gigantycznej maszyny (która działa!). Ale - jak pisał Anonim zwany Gallem - "długo by o tym mówić".
"Uctoki" zaczęły się dla mnie sporo przed momentem, w którym zaczęłam w nich uczestniczyć. I nie to, że każdy Polak wie co to jest i ma moralny obowiązek ustosunkować się do tego tworu/ewenementu/fenomenu/zjawiska. Dla mnie Woostock zaczął się, kiedy moi znajomi przyjechali stamtąd w 2006 roku zafascynowani Indios Bravos i Lao Che. Sama o wyjeździe zaczęłam myśleć w 2009, ale zeszło mi jakoś do 2011.
Właściwie całą sprawę woodstockową można by zamknąć w stwierdzeniu, że "to trzeba lubić". Wszystko, co wykracza poza to zdanie - nawet w mojej głowie - nie jest jednoznaczne. Kiedy myślę o muzyce na Woodstocku to od razu obok niesamowitych koncertów, genialnych projektów, absolutnie zaskakujących sytuacji pojawiają się myśli dotyczące ceny, jaką ten festiwal zapłacił za profesjonalizację i stworzenie tak gigantycznej maszyny (która działa!). Ale - jak pisał Anonim zwany Gallem - "długo by o tym mówić".
[Budka Suflera]
[Lao Che]
[Lao Che]
[Acid Drinkers]
[Jelonek]
[Jelonek]
[Coma]
[Manu Chao]
PS1. Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony: www.wosp.org.pl
PS2. Ja z tym Fenderem to żartowałam!
PS2. Ja z tym Fenderem to żartowałam!




.jpg)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz