piątek, 15 sierpnia 2014

15.08.2014

W nawiązaniu do rozmowy o socjologii związkach z muzyką [ach, ten szyk przestawny!] podsyłam fragment wywiadu z Kazikiem. W dowód kryjących się gdzieś głęboko pod mą analityczna duszą pokładów autoironii. Mam nadzieję, że nie czytałaś. To znaczy, że nie czytałaś tego artykułu. Bo Szackiego mogło Ci się zdarzyć (w przeciwieństwie do mnie. i... no cóż... to jedna z tych lektur, których raczej nie nadrobię).


Staszewski Kazik, 2014, Jak się zestarzeć jak Mick Jagger?, rozm. przepr. Lizut Mikołaj, w: Logo24

[Jak się zestarzeć jak Micj Jagger?]


Mikołaj Lizut: Masz 51 lat Patrząc na ciebie, odnoszę wrażenie, że muzycy rockowi starzeją się wolniej.

Kazik Staszewski: Bo mój zawód jest, w pewnym sensie, sposobem na sztuczne przedłużenie młodości. Czuję, że mam znacznie mniej lat, niż wskazuje metryka. Zresztą tak było chyba zawsze. Poszedłem o rok wcześniej do szkoły, więc przez całą podstawówkę i liceum byłem najmłodszy. Na studiach też tak było do momentu, gdy zatrzymałem się w rozwoju i wziąłem pierwszy urlop dziekański. Doradziła mi to koleżanka, argumentując, że przecież i tak jestem najmłodszy i nie ma się gdzie spieszyć. I to był rewelacyjny pomysł! Stałem się właściwie wiecznym studentem.

ML: Żeby opóźnić swój start w dorosłość?

KS: Nie. Powody były dwa. Po pierwsze coraz więcej czasu anektowała mi muzyka, więc studiowanie zeszło na dalszy plan. Po drugie bardzo nie chciałem pójść do wojska. Nie tylko dlatego, że w wojsku to syf i szkoda mi było dwóch lat życia. Służba w armii stała w zasadniczej sprzeczności z moim światopoglądem. Dlatego nawet studium wojskowe na studiach, które musieli wszyscy odbębnić, nie wchodziło dla mnie w grę. Nie miałem jednak na tyle cywilnej odwagi, by - tak jak na przykład Maciek Maleńczuk - z przyczyn ideologicznych odmówić. Za to w tym czasie szło się nawet do więzienia. Musiałem więc lawirować tak, by przypadkiem nie ukończyć czwartego roku.
 
Moje studiowanie zaczęło przypominać "Dzień Świstaka". Co roku zaczynałem czwarty rok studiów. Co roku też dezerterowałem z zajęć wojskowych. Po dziewięciu latach trzeba było coś już zrobić, bo władze wydziału traciły cierpliwość. W dodatku stanął przede mną trudny dylemat. Kult zupełnie niespodziewanie dostał zaproszenie na koncerty do Brazylii, musiałem więc wybrać: egzamin z historii myśli społecznej u profesora Jerzego Szackiego albo koncert w Sao Paulo w klubie Aeroanta. Wybrałem klub i tym samym właściwie wybrałem zawód.

To ważna dla mnie życiowa cezura. Po wielu latach spotkałem Wojtka Szackiego, twojego kolegę po fachu, który jest wnukiem mojego profesora. Powtórzył mi słowa dziadka: "Na jego miejscu też wybrałbym Sao Paulo".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz