niedziela, 26 stycznia 2014

26.01.2014

Ladies and gentlemen may i present to you:
Lover of life, singer of songs
mr Farrokh Bulsara
Freddie Mercury


Wiesz, "zanim zostaniemy zapomniani przemieni się nas w kicz". Zawszę myślę o tym, kiedy próbuję podsumować coś jednym zdaniem, albo kiedy ktoś próbuje coś podsumować jednym zdaniem. Ale, cholera, czasem te zdania są absolutnie trafne. I takie jest imho "Lover of life, singer of songs". I... cudowanie to widać na wszystkich możliwych nagraniach i we wszystkich możliwych opowieściach. I nie tylko tych o (słynnych) imprezach, na których - [podobno!] - karły na srebrnych tacach donosiły gościom nieskończone ilości koki. A już całkiem to widać w "Crazy Little Thing Called Love".

I jeszcze, nie żebym miała kompleks małego miasteczka, małej wioseczki, czy coś. Żadne tam "Z Pińska w świat". Ale mimo wszystko, wszyscy kochamy bajkę o Kopciuszku (tak jak rankingi) i to, że Freddie urodził się na Zanzibarze, chodził do szkoły w Panchgani, to, że jego rodzice pochodzili z Pakistanu i to, że z Farrokh'a Bulsara'i został Freddie'm Mercurym - to mi imponuje. Nie jest to najważniejsze w tej całej historii, ale imponuje mi. 

Mówiłam [pisałam] o "Crazy Little Thing Called Love". Podobno w Rolling Stone Magazine można było kiedyś przeczytać, że "kiedy John Lennon wysłuchał tego utworu, postanowił znów zacząć nagrywać". A to mi absolutnie imponuje!

Ale... może nie mówiłam Ci, że jacyś (o dziwo nie amerykańscy, ale brytyjscy) naukowcy, stworzyli algorytm, określający "siłę przebicia" muzyki. Nazywa się to jakoś "sing-along-able", coś takiego. No i oczywiście okazało się, że największy potencjał w historii muzyki ma "We Are The Champions". Brian May skomentował to tak: "Fabulous. So it's proved then? We truly are the champions. Science is a wonderful thing!". A tak w ogóle, to Brian May ma tytuł doktora astrofizyki.

I jeszcze niedawno słuchałam o tym jak ważna była dla Freddie'go "Bohemian Rapsody": piosenka, do której powstał pierwszy teledysk ever ever, a do tego jedna z pierwszych kompozycji określanych jako rock opera i jeden z niewielu singli, który w radio mógł sobie bezkarnie rozbrzmiewać przez całe 5 minut 55 sekund (generalnie w radiu piosenka powinna trwać mniej niż 4 minuty i dość szybko powinien być słyszalny głos wokalisty. Stąd często wersje "radio edit". Niedawno Eska Rock poprosiła Kazika Staszewskiego o taką właśnie wersję piosenki "Plamy na słońcu", pierwotnie trwającej 6:12. No i Kazik przysłał Esce wersję 3:06 ... puszczoną po prostu w dwa razy szybszym tempie).

No i jeszcze koncerty. Według wybitnych wikipedystów Queen 673 razy wychodzili na scenę. Według Elton'a John'a w dwadzieścia minut ukradli cały show na Wembley, podczas Live Aid. A potem, rok później, w 1986, w ogóle rozwalili Wembley. I ten koncert (a właściwie dwa koncerty 11/07 i 12/07) jest po prostu nie-sa-mo-wi-ty. A potem rozwalili Wembley jeszcze raz w 1992. Ale tym razem dla Freddie'go.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz