poniedziałek, 14 lipca 2014

14.07.2014

... czyli jednak o Tymonie Tymańskim.

Na pewno nie będzie mi dane spenetrować zbiorów 32 filii biblioteki wojewódzkiej... ale nie mogę sobie odmówić wejścia do tych, na które się natykam. Dziś właśnie z jednej z nich dość niespodziewanie wyszłam stamtąd z "AD/HD" Tymona Tymańskiego. Ale po kolei.
Nabrałam już trochę wprawy w poruszaniu się po tutejszych bibliotekach. To znaczy: wchodzisz, mówisz "dzień dobry" i kierujesz się kolejno do działu 316 (socjologia) a następnie 78 (muzyka), po czym wracasz do działu 316, żeby odłożyć jednak niektóre z pozycji, na korzyść tych z 78 (możesz z jednej filii pożyczyć 3 książki, a w sumie z całej biblioteki - 10). Więc wchodzę pewnym krokiem. Okazuje się, że nie ma komu powiedzieć "dzień dobry". No nic. Idę w stronę księgozbioru... i wtedy słyszę "już... chwileczkę" po czym zza regałów wyłania się pan bibliotekarz, który nie wygląda bynajmniej jak Noah Wyle, ale jak wcielenie idei bibliotekarza i oświadcza mi, że potrzebuje mojej karty, żeby poprawić sobie statystyki oraz, że jest w szoku, że ktoś wszedł do tego budynku w poniedziałek o 10. Mogę dziś obiecać - już więcej tego błędu nie popełnię. Pan bibliotekarz posadził mnie przed katalogiem i oznajmił, że po weekendzie jest złakniony rozmowy z czytelnikami, więc trafiło na mnie. Zaraz potem okazało się, że... w twej placówce nie funkcjonuje UKD (szlag trafił moje 316 i 78) i, że pan bibliotekarz tego układu nie lubi, więc się cieszy. A sztukę znajdę pod sztuką, a o muzyce... to może w biografiach. Kolejną rzeczą, która się "okazała" było to, że zbiory w tej filii dotyczą jedynie... Pomorza (hell yeah!). Mieszkam tu od dwóch tygodni i chłonę Pomorze jak tylko mogę... ale to było odrobinę za wiele. Na dodatek pan bibliotekarz zaczyna snuć opowieść o lokalnych chórach - zaznaczając przy okazji, że z muzyką jest nieco na bakier i posiada jedynie pierwszy stopień wtajemniczenia, pozwalający mu określić, czy muzyka jest w danej chwili grana, czy też nie jest... a wracając do chórów - że to społeczne jest, bo to ludzie tworzą. Ja to nawet czasem sobie lubię pogadać, ale do diaska, ja tu o Luxtorpedzie piszę, o happysadach... . . Żeby skrócić swoje katusze oświadczam więc, że ja piszę pracę bardziej socjologiczną niż muzykologiczną...  na co dostaję do łapy książkę o carillonach! Od drugiej, o dobrodzieju gdańskich carillonów, udaje mi się wymigać. Zrezygnowana siadam na podłodze obok działu "kultura" i wywlekam z niego jakieś beznadziejne opracowania zbiorowe "Media-biznes-kultura" z nadzieją, że na tej wysokości nie będę zauważona. Pan bibliotekarz jednak dalej chce mi pomóc. Najpierw mówi, że dostanę wilka, a potem pojawia się z kolejną książką i nadzieją w oczach. W odpowiedzi na moje spojrzenie nadzieje w jego oczach przygasa a on zrezygnowany pyta: "za stara?". "Yhym" odpowiadam, no bo co mam powiedzieć? Pan bibliotekarz pyta więc o czym dokładnie jest praca. Mówię, że o znaczeniu albumu muzycznego. Pytanie "Co to znaczy albumu?" rozkłada mnie na łopatki i pan widząc to  nadmienia po raz kolejny, że on muzyki słucha dość eklektycznie i że... bardzo różne rzeczy potrafią go wzruszyć (no, to jest ten moment kiedy powinnam zapytać czy on tu pracuje czy się będzie ze mną chciał kolegować?). Na koniec podejmuje jeszcze jedną próbę pomocy (pomocy?). Mówi "To będzie socjologiczne!" i udaje się w stronę działu "biografie". "Biografia Tymańskiego" rzuca zza półek. Moje pytanie czy mają w tej filii "AD/HD" ignoruje po czym przynosi, mówiąc "To się "AD/HD" nazywa". Chcąc być grzeczna mówię, że Tymon jest chyba lokalsem (nie, nie... nie użyłam słowa lokals... na pewno nie... ale teraz wszelka elokwencja ze mnie uszła i nie pamiętam jak można o to zapytać grzecznie). Na co "mój-prawie-zaprzyjaźniony-pan-bibliotekarz" mówi "nasz!" - z wyraźną dumą w głosie i tylko brakuje, żeby w przerysowanym geście uderzył się w pierś. No więc teraz siedzę na podłodze już z trzema numerami "Biznes-Media-Kultura", Tymonem i tymi przeklętymi carillonami. Ostatecznie znajduję coś na temat fonografii w wybitnych wydawnictwach UG i uznaję, że najlepiej (najbezpieczniej) będzie tego Tymona jednak też wziąć ze sobą. Jeszcze tylko trzeba zostawić carillony. Pan bibliotekarz jest wyraźnie niepocieszony tym faktem. Pozwala sobie jednak nabić je na moje konto "czytelnicze" (statystyki?) i na odchodne rzuca "niech zostaną w Pani historii wypożyczeń... (i dalej - po raz kolejny tego dnia z nadzieją w głosie) może doktorat pani napisze o czymś dawniejszym".

No i co? I czytam "te" "AD/HD".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz